|
|
2007-07-21
i po robocie!
|
| cięcie, składanie, skręcanie i mierzenie... i tak w kółko... potem drapanie, gruntowanie i malowanie... Wielkie przemeblowanie w pokoju dobiegło dziś końca - narobiłem się jak wściekły wół, ale opłaciło się - największy wysiłek wynagradza uśmiech ukochanej niewiasty:) 4 dni na najwyższych obrotach, cała masa do wyniesienia na śmietnik - ale to już za nami! pokój gotowy na ugoszczenie teściów! piwko i spać:) |
|
Komentarzy:
2
|
|
2007-06-28
koniec!!!
|
sześć długich lat, znoszenia obelg, płaszczenia się przed nieudacznikami dla zasady starającymi się udowodnić, że nic nie umiemy, walczenia z czasem, ze współuczestnikami boju, zmęczeniem, lenistwem i innymi przeciwnościami... Dziś padły wyniki ostatniego egzaminu: koniec studiów!!!! Rodzinie, przyjaciołom i wszystkim, którzy dobrze życzyli mówię DZIĘKUJĘ!!! |
|
Komentarzy:
1
|
|
2007-06-22
jest super...
|
| właśnie, jest super! psychiatria, ciężka jak szlag. termin egzaminu, ostatniego na studiach, tuż tuż - wszyscy się uczą, szukają materiałów, próbują zrozumieć te wszystkie zaburzenia... Pada wieść: są testy! Ksero tam i tam. No to OK - wsiadam w autko, grzeję na tamto ksero, a tak ZoNK - sorry, już dawno tego nie mam... Jak jeszcze miałem to dokserowywałem z tych kopii co czekały na odbiór - teraz nie ma nic... Trudno, pomyślałem, zadzwonię do koleżanki - ona zawsze się jakoś orientuje... Okazało się że ma:) koleżanki z grupy też mają:):) wszyscy kurcze mają, tylko nie ja... I po co mi było wysyłać wszystkie materiały ludziom mailami w nadzieji, że zwrotnie też coś dostanę, choćby propozycję odkserowania, bo przecież nie każdy ma w domu/akademiku skaner, i czas by przy nim stać... Ehhh... 6 lat, 32 egzaminy do tego 4 poprawki i jakieś dopytki, masa zaliczeń, kolokwiów itp. i ja jeszcze się nie nauczyłem: "nie proś a domagaj się, jak cię zapytają - mów że o niczym nie wiesz!" Zasada stosowana przez jakieś 90% osób na studiach, jakoś nie mogę się przełamać, nie umiem... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-06-17
dzień wcale nie jak codzień
|
| Masakra. Miałem nadzieję, że z nauki do zaliczeń, z zajęć itp zostało mi coś w głowie, oraz że do egzaminu z psychiatrii starczy jedynie nauczyć się ogólnej części i 3 zespołów chorób... Bujda. Okazuje się, że jak zerknąłem do testu sprzed roku ta część materiału to... Raptem pojedyncze pytania! Reszta to leczenie (aż chyba chciał bym tak dokładnie umieć) interakcje leków, jakieś dziwne zaburzenia, których na zajęciach nawet nie sygnalizowano... A to, co mnie już zupełnie dobiło, to >epidemiologia chorób psychicznych<. Niby to po to, żeby się przekonać, jak częśto może do mojego gabinetu trafić osoba z zaburzeniami, ale tak poważnie... Ile osób z problemami psychicznymi jest kierowanych do leczenia psychiatrycznego przez przeciętnego lekarza...? Zawsze jak są jakieś podejrzenia, zamawia się konsultację psychiatryczną i koniec! Chwała tym, którzy wezmą i się nauczą psychiatrii, ale litości - co to w ogóle za język, którym tu do mnie piszą! Polskiego to to nawet nie przypomina! Dzień drugi przygotowań, a ja już nie mam siły - przed chwilką film nam się urwał na 2 godziny... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-06-16
ehh
|
Ciężkie życie... Ostatnio tak mnie pochłonęła nauka, że nie ma czasu dosłownie na nic innego... Tak jak jeszcze do niedawna wizja 6-egzaminowej sesji mnie przerażała i to do szpiku kości, tak teraz, kiedy pozostał już jeden ostatni - wierzę, że sprawa się ma szanse udać:) Zdawało by się, że powoli wynik jest już pewny - ale ZoNK: na deser pozostała psychiatria... Nie wiem jak można się tego nauczyć - żeby to zrozumieć trzeba być "innym", ale żeby to zrozumieć... Heh... Jak to mówią: "w psychiatryku różnica między lekarzem a pacjentem jest czysto ilościowa" Mam nadzieję, że po tym egzaminie nie będę "innym człowiekiem":) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-02-20
hurra!
|
| Koniec koszamaru! Koniec sesji! to była najlepsza sesja w moim życiu:) Pan profesor życzliwy, słuchał, aż padły interesujące go szczegóły, potem przechodził do następnego "szczęśliwca", bez szaleństw, spokojnie, konkreciarz jakich mało... udało się: 5:) |
|
Komentarzy:
2
|
|
2007-02-19
hurra, Magda skończyła sesję!!!
|
| Udało się, jeszcze żeby mi jutro udało sie zaliczyć i zakończyć temat 11 sesji, przedostatniej... Myślałem, że pójdzie jej łatwiej, nie że lepiej ale łatwiej - wymęczyli mi małżonkę fest - nieważne, grunt, ze sie udało! Magdzie gratulujemy sesji:) |
|
Komentarzy:
2
|
|
2007-02-11
Żeby mi się tak chciałe jak mi się nie chce...
|
Ehh, ta nauka... czas mija, a nauka posuwa się w żółwim tempie. Ciężko znaleźć koncentrację, i wewnętrzną siłę... A mogło być tak pięknie - przy maksymalnym samozaparciu i koncentacji planowałem podejść do ginekologii w środę... Niestety nici z tego - nie wyrobię się na 100%, będzie trzeba umówić się na następny tydzień, a to nowy semestr się już zacznie, chciało by sie zająć nowymi obowiązkami a tu stare sprawy trzymają... Gdyby nasz plan wypalił, 2 lutego mieli byśmy zakończoną sesję, po ginesach przed świętami, po przerwie pediatria, początkiem lutego anestety, ale... niestety - nasi współlokatorzy dali nam popalić, ciągłe hałasy i nerwy... dobrze że udało się z nimi pożegnać bez większych numerów, jedyny zgrzyt dotyczył intrernetu, na który mamy nałożony limit transferu, a oni w 2 tygodnie raczyli ściągnąć 70% należnego transferu... miodzio, ale nie będę się przecież droczył - dobrze że sobie poszli i jest cisza. Nowych współlokatorów muszę przyznać na razie w ogóle zza ściany nie słychać, czasem nawet nie jestem pewien, czy są w domu, czy gdzieś wybyli... Tak zupełnie z innej paczki: wczoraj dostałem przesyłkę, zawierającą moje zdjęcie, a w zasadzie nie moje tylko mojego samochodu... 200PLN za 65km/h... Poczyłem się jak pirat drogowy:) fakt faktem - było ograniczenie do 40, więc decyzja aparatu fotograficznego była słuszna: o 25km/h za szybko... To nic że jeżdżę tędy conajmniej raz dziennie, czasem autka śmigają tędy 80 i więcej - jest przejście koło szkoły, należy zwolnić - karę przyjąłem z pokorą, jako studenta zapewne opłata 200PLN będzie karą dyscyplinyjącą:) Nie uważam, bym jeździł jakoś po piracku - jeżdżę prędkością, jaką jedzie korek - staram się nie być zawalidrogą, jednak czasem straż miejska ma udane łowy, gdy taki sznur samochodów nadzieje się na urządzenie zwane fotoradarem ukryte w krzakach na obrzeżu parku... Pomyślmy... 20 samochodów na minutę, przez pół godziny to jakieś 600sztuk, po 200PLN każdy... 120.000PLN! kurcze, a gdybym to ja mógł się tak ustawić... starczyło by mi pracować... 2-3 godziny dziennie - zrezygnował bym później z emerytury:) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-02-09
Uff...
|
| Po dosyć wytężonej pracy w końcu udało mi się podłączyć nowego użytkownika do naszej sieci... Dobrze mieć brata, który zna się na sieciach komuterowych - dzięki podpatrywaniu jak on łączy kabelki i dopytywaniu się o rodzaje kabli - udało mi się jakimś cudem dojść do tergo, ze jedem z kabli jest niekrosowany i... chodzi na jednym jedynym porcie switcha:) Jestem z siebie dumny!zastanawiam się tylko, czemu wcześniej chodził a teraz nie, może to wina karty sieciowej...?może w kablu jakaś żyłka się urwała i dlatego dzieje się tak a nie inaczej... Tego nie wiem, cieszę się, że chodzi i postawiłem zakaz dotykania infrastruktury sieciowej, żeby coś się nie odwidziało... W sumie fajnie by było się znać na tych wszystkich bajerach, ale człowiek nie jest w stanie znać się na wszystkim... Kiedyś przy wolnym czasie i finansach będzie trzeba zrobić po prostu sieć w prawdziwego zdarzenia, a nie takie kabelki puszczone za szafami:) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-02-08
Home, sweet home!
|
i po wyjeździe do teściów:) Nie taki diabeł straszny jak go malują, ale nie ma to jak noc we własnym wyrku:) W sumie do tematu przez cały czas nie wróciliśmy, było nadspodziewanie miło. Powiedział bym miodzio, gdyby nie to, że początkowo niepozorny ból zęba mojej żony po 12godzinach zaowocował szaleńczym rajdem po piekarach śląskich w poszukiwaniu lekarza, który mógł by wypisać receptę na antybiotyk - powoli słynna już "ósemka" spowrotem dała znać o sobie... I niestety - ze szpitala wrócili nas do jakiejś biednej przychodni całodobowej, gdzie lekarz tląc ćmika, nawet nie wyjmując go z gęby powiedział, że skoro karty czipowej nie ma, to i pomocy nie będzie - do banku też przeciez bez karty się nie idzie... No tak, ale czy późniejsza wizyta w banku aż tak boli, że nawet jedne z najsilniejszych leków p-bólowych nie skutkuje? /tu komentarz dla osób w temacie: wiem, antybiotyk nie działa przeciwbólowo, ale rozwijający się baaardzo dynamicznie stan zapalny po prostu nie idzie na zwykłe leki przeciwzapalne i przy dramatycznie narastających objawach infekcji - nie ma wyboru.../ Więc moja Ukochana została naszpikowana różnymi lekami przeciwbólowymi, wg. wytycznych leczenia bólu - następna powinna być morfina. Tylko skąd ją wziąć...? W końcu upragniony antybiotyk zdobyłem po 2 godzinach jeżdżenia po całej okolicy - zrobiłem kilkadziesiąt kilometrów...Fajnie, nie? Wiadomo, że choć antybiotyk nie pomoże od razu - efekt po min. 24 godzinach - ale bez niego historia będzie sie nakręcała. Potem jeszcze tylko jakieś 8-9km do apteki i jest! Udało się! Ból chwilami lżejszy, chwilami silniejszy nie opuszczał Madzi ani na chwilke, dalej na maksymalnych dozwolonych dawkach, w końcu wróciliśmy do domu, Madzia całą drogę podsypiała naszpikowana prochami, ostatecznie udało się dotrzeć do chirurga szczękowego! Umówieni przez koleżankę - pojechaliśmy żeby zrobić zdjęcie i umówić się na ewentualną wizytę. Ja czekałem w aucie, zastanawiając się ile można się z panią doktor umawiać, a tu, po godzinie wychodzi moja żonka z zębem ręce! Pełen szacunek dla pani doktor - szczękościsk, tęga opuchlizna, a jednak się podjęła i wykonała to po mistrzowsku! Ból jak narazie jeszcze jest dość silny, ale pojawiła się nadzieja, że już niedługo cały ten koszmar zostanie tylko wspomnieniem... Z innych rzeczy - przybyły nam w mieszkanku dwa "nowe" fotele z okazji wymiany mebli u cioci. Są ładne, wygodne a do tego kosztowały mnie tylko trochę wysiłku i paliwa:) Od jutra mam nadzieję, że jedynym zmartwieniem będzie nauka do ginekologii, do której po ostatnich przeżyciach zabiorę się z wprost niewyobrażalną przyjemnością! |
|
Komentarzy:
4
|
|
2007-02-04
witam ponownie!
|
Życie potrafi być ciekawe i zabawne... Po zdanej pediatrii, z nawet niezłym wynikiem, siedliśmy do nauki anestezjologii. Po dość długim czasie, jak na ten przedmiot, udało nam się jakimś cudem zaliczyć - nawet tydzień czasu więcej nie spowodował by lepszej oceny, bo pytania jak to ktoś ocenił były... "z dupy wzięte"! Nikt na roku nie dostał więcej niż 4,5... Mniejsza o sesję, dzieją się w życiu rzeczy dużo ciekawsze:) Od 2 tygodni żyliśmy w nastawieniu, że jak nam się uda zdać anestezy, to pojedziemy w podskokach do teściów, w końcu dawno się nie widzieliśmy. Nie ukrywam, że się za nimi stęskniłem - różnie w przeszłości się działo między nami, ale jakoś ostatnio się do siebie przekonaliśmy. I to nawet bardzo... Ale cóż z tego?! Teściowa spowrotem zmieniła tryb pracy i... Spowrotem ma czas obmyślać różne zagrywki, znowu zaczęły się problemy z naszym przyjazdem do nich... Cały dzień nerwówka, żeby wyjechać jak najzybciej, a tu zonk, jak już się dowiedziała, że wyjechaliśmy, to zadzwoniła że w zasadzie to ona nas prosi, żebyśmy dziś nie przyjeżdżali... Heh, muszę przyznać, że choć jej intrygi są z czasem co raz bardziej wymyślne to przez ten czas, co było spokojniej, to mamuśka wyszła z wprawy - dawniej wychodziło jej to lepiej:) Szkoda, że popsuła nam dzisiejszy dzień - moi rodzice czekali aż będziemy po anestezach, by móc Madzi zrobić torta i złożyć życzenia urodzinowe, potem mieliśmy pojechać do jej rodziców, by tam dalej świętować ów cudowny dzień, kiedy to moja żonka przyszła na świat:) Ale niestety teście nie zrozumieli, że łatwiej "zaliczyć" odwiedziny na miejscu, by jechać 200km na kilka dni, wyglądało na to, że mysleli, że dziś u nich a jutro lub pojutrze wrócimy się do wro świętować z moimi rodzicami... Czasem w myśleniu niektórych osób nie można się dopatrywać logiki...:) No nic, powoli zbieram się spać z nadzieją, że teściowa albo nabierze wprawy i będzie bardziej przekonująca, albo da sobie spokój i jak jeszcze przed kilkoma tygodniami będzie normalną, wyrozumiałą matką i teściówką... Jeszcze nie jestem przekonany, że jutro dam rady się zmusić, by siąść za kierownicą naszego krążownika szos i pognać w dal, by chwycić byka za rogi... Coś w tym jednak jest, że nie lubię wołowiny:) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-01-08
Ehh ta nauka
|
Ten koszmar nie ma końca. Z dnia na dzień co raz mniej czasu, materiału nie ubywa. Ucząc się do 2 w nocy mam wyrzuty sumienia, że idę za wcześnie spać, bo na dobrą sprawę miał bym siły posiedzieć dłużej, ale jutro jakoś trzeba wstać... pierwsi już do pediatrii podeszli, z niezłym skutkiem, inni z egzaminem z ginesów walczą - nawet już czwarty raz... Podziwiam ich - nie miał bym sił się tak denerwować, ale jeszcze nie wiadomo co mnie czeka... Jutro na ósmą zajęcia - mam nadzieję ,że jakoś dam rady wstać, to znaczy że dam się obudzić... potem do upadłego nauka i tak w kółko aż do 16-ego, mam nadzieję, że później zmiana tematu:) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-12-31
załamka
|
no i sało się. Dwa tygodnie do egzaminu z pediatrii, harmonogram tematów ustalony a tu okazuje się, że nie ma dobrej książki do nauki! To zadziwiające, zasadniczo mam wszystkie polecane podręczniki, więc wydawało by się, że pełen komfort nauki, a tu zonk! wszystkie podręczniki na jedno kopyto, wręcz poszczególne tematy można prześledzić kto od kogo spisał ledwie uzupełniając, często tworząc nowe błędy, nie poprawiając starych! Robi się z tego jeden bełkot, z którego nie sposób wycedzić prawdziwych informacji. W jednym akapicie zdarzają się zdaina wykluczające się nawzajem! znowu okaże się, że do egzaminu będę się uczył z wszystkiego poza zalecanymi podręcznikami. Szkoda tylko, że pediatrii trzeba się uczyć z książek do interny! Zabić to mało, a pastwić się nad autorami nie ma czasu... Ehhh, nie ma to jak zniechęcić do wszelkiej aktywności w temacie...:( |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-12-28
spowrotem na drogach:)
|
Po walkach z serwisem ASOS, wreszcie autko spowrotem działa, ciekawe na jak długo:) Historia zaczęła sie od wymiany pasków klinowych, po których od razu msiałem ruszyć w trasę. Dziwnym trafem w ciągu 300km okazało się, że akumulator nadaje się do wyrzucenia. Wyrok zabrzmiał: jedna z płyt się poluzowała i zwiera z sąsiednią robiąc zwarcie i rozładowuje momentalnie cały akumulator, a że robi zwarcie, to silnik gaśnie i jest to normalne. OK, ale czemu zanim zgaśnie, zapala się lampka pod sufitem, prędkościomierz szaleje, zwłaszcza jak włączam migacz... "Jak jest zwarcie, to cuda się dzieją". OK, tłumaczenie zaakceptowałem, choć wewnętrznie nie mogłem się z tym pogodzić za łatwo - jak poprzedni akumulator wysiadał, miałem kłopoty z odpaleniem auta, światła się świeciły ledwo, ledwo... No nic, majster się powinien znać... Wymieniłem akumulator, uprzednio pouczony, że jak zakupie nowy, a awaria się będzie powtarzała, to nie będzie szansy na anulowanie zakupu... 250 PLN poszło z portfela... Święta minęły, a w zasadzie nawet nie zdążyły - lampka po sufitem spowrotem się zapaliła, auto z dnia na dzień co raz gorzej odpalało... Ten sam serwis stwierdził: ma pan padnięte ładowanie! Alternator daje niecałe 13woltów, a powinien nin 14V... OK, czułem, że to nie jest tylko sprawa starego akumulatora - wprawdze miał ponad 5 lat, ale miał to być jakiś niesamowity nowy model, z wydłużoną do 3, czy 4 lat gwarancja... Minęło więcej - należy się nowy... Dziś odebrałem furacza serwisu: "Regulator napięcia był zepsuty, stąd Pana kłopoty". No więc wymienili - kolejne 80 PLN wyszarpali mi z kieszeni, auto ma działać bez zarzutu. Zobaczymy, nieufnie założę spowrotem żarówkę do lampki, może nie będzie się wyładowywał akumulator... Zobaczymy:-) Dziwne jest tylko powiązanie czasowe międy uszkodzeniem ładowania z wymianą pasków klinowych... Ale jak widać czasem tak bywa... Tylko teraz boję się pojechać wymienić tylne hamulce i linkę od ręcznego - ciekawe co się przy tej okazji "zepsuje":) |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-12-28
kurcze... gdzieś mi uciekł wczorajszy wpis...
|
Trudno. Streszczę więc po krótce moje wczorajsze przemyślenia. Zastanawiałem się nad przyczynami i okolicznościami licznych tragedii, które codziennie zdarają się na drogach. Wiadomości podają o prawie stu ofiarach śmiertelnych na polskich drogach przez okres świąt, ponad tysiącu pijanych kierowców i licznej rzeszy rannych. Moim zdaniem przyczyny wypadków można podzielić na modyfikowalne i zasadniczo te, na które nie mamy wpływu, przynajmniej narazie... Te modyfikowalne to stan trzeźwości i respektowanie przepisów, zaś do tych drugich warunki na drogach i stan dróg. Moim pomysłem na trzeźwość jest wybiórcza kontrola kierowców w postaci "barykady" policyjnej, zatrzymującej każdego kierowcę i bez względu na podejrzenia sprawdzanie wszystkich jak leci w kierunku obecności alkoholu w wydychanym powietrzu. Gdyby taka bariera stała przez powiedzmy godzinę i później zmieniała swoją lokalizację, uniknęło by się ostrzegwczego działania CB i innych środków komunikacji. Respektowanie przepisów wymusiły by liczniejsze kontrole kierowców, częstsze radary na ulicach, kamery na skrzyżowaniach większych miast z możliwością sprawdzania prędkości i skojarzenia przejazdu z aktualnie wyświetlanym światłem na sygnalizatorze. Czemu jeżdżąc 15 tys. kilometrów rocznie ostatnio suszarkę napotkałem jakieś dwa - trzy lata temu?! To samo ma miejcse w miastach, jak i na pozamiejskich trasach - sznur samochodów mknący 100km/h przez głóną arterię miasta to codzienność! I sczerze powiem nie jestem pewien, czy jest to zupełnie pozbawione sensu - gdyby stworzyć szlaki tranzytowe przez miasto, którymi w rozsądnym czasie można się przemieścić bezpiecznie z jednej strony miasta na drugą - z przejściami nad ulicą i pasami bezpiecznego włączania się do ruchu - ruch miejski był by sprawniejszy i bezpieczniejszy. Ale w strefe uspokojonego ruchu (30km/h) ziomki mknące 90-100km/h to już zbójnictwo! za takich policja powinna się zdecydowanie zabrać - często są to ciasne uliczki, które nawet nie na całej długości mają szerokość pozwalającą na minięcie się dwóch samochodów... Co do tych "niemodyfikowalnych" czynników śmiertelności na drogach - potrzeba duużo czasu zanim znaczącą część dróg da się załatać, często całkiem wymienić nawierzchnię lub zmodernizować, przystosowując do ciągle rosnącej ilości pojazdów. Trzeba dodać, że w wielu miejscach rozsądna prędkość mocno zależy od pory roku czy pory dnia. Myślę, że nasze służby drogowe stać by było na to, zeby w najczęstszych miescach śmiertelnych wypadków zmieniać sezonowo znaki, np na zimę stawiać znaki ograniczające prędkość o 20-30 km/h. Tylko znaki te musiały by być rozsądnie stawiane, gdyż nonsensowne ograniczenia w ruchu budzą sprzeciw i niejako automatycznie doprowadzają do ich łamania. Żeby nie być gołosłownym: na drodze międzymiastowej ni z tego ni z owego ograniczenie do "czterdziestki", choć brak jest ostrych zakrętów, dziur, kolein czy zwężeń... W opozycji stoją miesca, gdzie brak jest ostrzeżeń dla "turystów", którzy nie mają szans, by znać drogę. Jeżdżąc w kotlinie kłodzkiej kilka razu złapałem się na zupełnie oznakowany, ostry zakręt kończący długą na parę kilometrów prostą. Dość duże ilości lasów uniemożliwiają "oszacowanie" zakrętu przed dojechaniem do niego, zaś już w trakcie czasem jaet już za późno. Ja miałem szczęście - ani razu ie wypadłem z trasy, ale skoro dozwolona jest 90km/h, a ja latam w aucie jak worek ziemniaków przy raptem 50! ZNAKI POWINNY OSTRZEGAĆ, a nie stanowić tylko ścieżkę zdrowia dla kierowców. Ktoś powinien zająć się standaryzowaniem oznakowania w miejsce uznaniowego stawiania tego, co akurat w magazynie służby drogowej sie znajduje... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-10-07
jest fajnie:)
|
Po wielu staraniach i niemałych wysiłkach wreszcie sieć ruszyła w mienal ostatecznej konfiguracji:) jeszcze tylko jeden komputer docelowo będzie się przesiadał z kabelka na połączenie radiowe i jeśi się uda, to mam nadzieje że taka konstelacja utrzyma się przez następne 2 lata. Osobną kwestią jest to, czy oferowany przez TP limit okaże się wystarczający, ale to jakby zupełnie inna kwestia:) A poza tym po naprawde ciężkiej i wyczerpującej sesji szykuje się fajny wyjazd:) Ciekawe jak będzie... Pogoda podobno ma być niezła, sezon się skończył, więc ceny powinny być przystępne, a miejsca wolne:) Auto sprawne, humor dopisuje, okoliczności sprzyjają udanemu wypoczynkowi:) Tym czasem muszę dopełnić obowiązków domowych - zostały jeszcze podłogi i kuchenka, ale nie powinno to zająć za dużo czasu, ale lepiej zrobić to od razu - przed jutrzejszymi grzybami trzeba będzie się wyspać! |
|
Komentarzy:
3
|
|
2006-09-28
Wakacje!!!
|
| Wspaniały dziś dzień - Magda zdała zakazy! |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-09-27
:)
|
No! Magda zdała praktyka z chrób zakaźnych. Jutro egzamin teoretyczny, mam nadzieję, że pójdzie jej conajmniej tak dobrze jak dziś! W sumie powoli wszystko powoli się stabilizuje i po wielkiej burzy powraca do normy. Szkoda, że całe wakacje poszły na naukę, ale opłacało się, co mam nadzieję definitywnie Magda przypieczętuje jutro. Zostaną nam 3 dni wakacji - trzeba będzie je intensywnie wykorzystać! Ehh, żeby już był czwartek po południu... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2006-09-25
masz babo placek
|
Hurra... Wreszcie po długiej przerwie spowrotem jestem podłączony do internetu! Szkoda że przerwa była aż taka długa... W międzyczasie zakończyłem sesję, a nie była to łatwa sprawa - dwa najcięższe egzamy w tym roku... Ale niestety moja radość na tym się kończy. Właśnie godzine temu jakiś gość zgobił memu autu z dupy garaż. Po części jest usprawiedliwiony - jechaliśmy pod słońce i sam mało co widziałem przez szybę, a do tego na śroku drogi jakiś ciekawy osobnik umieścił słupek, więc się zatrzymałem, bo nie było jak przejechać, zupełnie bez sensu... Szkoda nie będzie duża - porysowany zderzak i kawałek lakieru nad zderzakiem się obtarł, ale generalnie jeśli dołożyć mój dzisiejszy zły humor to rysuje się brudno-szary pejzaż nastroju dzisiejszego dnia... Niby wakacje po pół rocznej sesji, ale Magda jeszcze ma zakaźne przed sobą, więc nawet na te pare dni nie da się nigdzie skoczyć, a w zasadzie to 3 dni, które nam zostaną, powinniśmy przeznaczyć na szukanie książek na 6-ty rok... Całe szczęście, że część już mamy, bo i tak wydatki szykują się znaczne...za jeden nowy podręcznik 100-150PLN, a lista przedmiotów długa...Może coś po antykwariatch się znajdzie... Oby... Ale podręczniki będą musiały poczekać na swoją kolej, teraz ani kasy ani czasu - zupełnie nie uśmiecha mi się łażenie po sklepach i szukanie książek - najwyżej pokseruje od znajowych... A miało byś tak pięknie... |
|
2006-08-23
no i nie udało się...
|
Szkoda. Tyle nauki, starań i wszystko na nic, odesłał mnie: "doucz się stary i przyjdź kiedy chcesz". Tylko że ja nie chcę!, Wolał bym dziś dostać 3 niż dalej siedzieć nad zakaźnymi, czując, że interna woła o zainteresowanie...Oficjalnie dzisiejszy egzamin z Corób zakaźnych uznaję za nieudany, choć na pewno był cennym doświadczeniem, mam tylko nadzieję, że nie będzie ono zbyt wiele razy procentowało...:)Nie spodziewałem się tak dokładnego pytania, na następny raz obryje się jeszcze bardziej;) Teraz już wiem: główne uderzenie na "koszarową" odbędzie się w piątek za tydzień (o ile prof nie będzie miał nic przeciwko) tak, by na weselisku Pereł mieć wolną głowę, dobry humor i jakiekolwiek nadzieje, że wszystko jeszcze zdąży się ułożyć... |
|
Komentarzy:
1
|
|